Kiedy Przemysław Owczarek napisał, że w Szczęśliwej ręce zmagam się z „metonimią hybrydy ojca-prekursora, którego trzeba przekroczyć”, długo opierałem się pokusie, by sprawdzić w Google, co to znaczy.
Kliknijcie link poniżej, jeśli macie odwagę zmierzyć się z tym AKTEM KRYTYCZNOLITERACKIM (piszę to bez zgrywy).
Przemek rozmontował mój „mechanizm do produkowania sensów” na części pierwsze, pokazał, jak działa każdy trybik, a potem złożył go z powrotem, pokazujac, że to nie jest jakiś randmowy składak, tylko precyzyjnie zaprojektowana maszyna.
Mam przyprawiające o dyskomfort wrażenie, że autor tej analizy rozumie moją książkę lepiej niż ja sam.
Co, umówmy się, jest sporym komplementem, a równocześnie subtelnym powodem do paniki.
Przemek – dziękuję!